Agonia
Teraz wstał i wszyscy mogli przyjrzeć się wysokiemu, posiwiałemu mężczyźnie o zmęczonych oczach. W zapadłej ciszy widać było wykrzywione strachem twarze zebranych. Czy mogło być coś jeszcze gorszego? Prezydent pobladł. Jared podszedł do szczytu stołu, gdzie leżało zdjęcie z mikroskopu elektronowego. Na tej fotografii komórki widzicie państwo coś, co wygląda jak małe granulki. To grudki pomocniczego wirusa. Kurierzy, którzy podróżują do wrogiej komórki, porywają jej DNA i przynoszą fragmenty materiału genetycznego chimerze. Dodają nowe geny i nową broń do jej arsenału. Cechy tego organizmu pozwalają mu przetrwać w każdym środowisku dodał, zwracając się do prezydenta. Musi tylko zaatakować lokalną faunę. Prezydent wyglądał, jakby zrobiło mu się niedobrze. Przy stole rozległy się pomruki konsternacji. Zaszurały krzesła, ludzie wymieniali przerażone spojrzenia. Roman przez chwilę milczał. W jego oczach widać było ból. Doktor Helsinger zmarł wczoraj w nocy odparł w końcu. Obserwowałem jego agonię i była to… była to straszliwa śmierć. Wstrząsały nim tak gwałtowne konwulsje, że nie podchodziliśmy do niego z obawy, że rozedrze kombinezony personelu i ktoś jeszcze zostanie narażony na styczność z chimerą. Nigdy w życiu nie widziałem takiego ataku. Wyglądało to, jakby w każdym neuronie w jego mózgu miały miejsce gwałtowne wyładowania elektryczne. Wyłamał poręcz łóżka. Wyrwał ją po prostu z ramy. Potem zwinął materace i zaczął walić głową… zaczął walić głową w betonową podłogę. Tak mocno, że… Roman przełknął z trudem ślinę …że słyszeliśmy, jak pęka czaszka. Wszędzie tryskała krew. Doktor Helsinger dalej tłukł głową w podłogę, jakby chciał ją rozbić, by zmniejszyć rosnące w środku ciśnienie. Doznane urazy pogorszyły jego stan, ponieważ doszło do wewnętrznego krwotoku do mózgu. Pod koniec ciśnienie śródczaszkowe było tak wielkie, że wysadziło mu oczy z oczodołów. Tak jak to widzimy czasem u bohaterów komiksów. Albo u zwierzaka rozjechanego na drodze. Roman wziął głęboki oddech. Tak wyglądała agonia zakończył cicho. Ponownie zapadło długie milczenie. Wszyscy patrzyli na prezydenta. Wszyscy oczekiwali mieli nadzieję że podejmie jakąś decyzję. On jednak obrócił się na krześle do okna i wyjrzał na zewnątrz. Czyż nie chcieliśmy tego wszyscy, pomyślał Profitt. Które dziecko w tym kraju nie marzyło o tym, że poleci rakietą w kosmos? Profitt i Roman wymienili zatroskane spojrzenia. To właśnie jest najbardziej ryzykowne, panie prezydencie odparł Profitt. Samo sprowadzenie ich na Ziemię. Kapsuła CRV to nie prom, który można skierować na konkretne lądowisko. Będą wracali do domu w pojeździe, który daje się w znacznie mniejszym stopniu kontrolować… to w zasadzie zaopatrzona w spadochrony gondola. Co będzie, jeśli coś pójdzie nie tak? Jeśli CRV rozbije się o ziemię? Ten organizm przedostanie się do atmosfery. Wiatr może go przenieść wszędzie! Będzie wtedy miał tyle ludzkiego DNA w swoim genomie, że nie zdołamy go pokonać. Będzie do nas zbyt podobny. Każdy lek, którego przeciwko niemu użyjemy, zabije również ludzi. ? Profitt przerwał, chcąc, żeby jego słowa zapadły im w pamięć. Nie możemy pozwolić, żeby na naszą decyzję wpłynęły emocje. Stawka jest na to zbyt wysoko.