wrzesień 23rd, 2008
Teraz wstał i wszyscy mogli przyjrzeć się wysokiemu, posiwiałemu mężczyźnie o zmęczonych oczach. W zapadłej ciszy widać było wykrzywione strachem twarze zebranych. Czy mogło być coś jeszcze gorszego? Prezydent pobladł. Jared podszedł do szczytu stołu, gdzie leżało zdjęcie z mikroskopu elektronowego. Na tej fotografii komórki widzicie państwo coś, co wygląda jak małe granulki. To grudki pomocniczego wirusa. Kurierzy, którzy podróżują do wrogiej komórki, porywają jej DNA i przynoszą fragmenty materiału genetycznego chimerze. Dodają nowe geny i nową broń do jej arsenału. Cechy tego organizmu pozwalają mu przetrwać w każdym środowisku dodał, zwracając się do prezydenta. Musi tylko zaatakować lokalną faunę. Prezydent wyglądał, jakby zrobiło mu się niedobrze. Przy stole rozległy się pomruki konsternacji. Zaszurały krzesła, ludzie wymieniali przerażone spojrzenia. Roman przez chwilę milczał. W jego oczach widać było ból. Doktor Helsinger zmarł wczoraj w nocy odparł w końcu. Obserwowałem jego agonię i była to… była to straszliwa śmierć. Wstrząsały nim tak gwałtowne konwulsje, że nie podchodziliśmy do niego z obawy, że rozedrze kombinezony personelu i ktoś jeszcze zostanie narażony na styczność z chimerą. Nigdy w życiu nie widziałem takiego ataku. Wyglądało to, jakby w każdym neuronie w jego mózgu miały miejsce gwałtowne wyładowania elektryczne. Wyłamał poręcz łóżka. Wyrwał ją po prostu z ramy. Potem zwinął materace i zaczął walić głową… zaczął walić głową w betonową podłogę. Tak mocno, że… Roman przełknął z trudem ślinę …że słyszeliśmy, jak pęka czaszka. Wszędzie tryskała krew. Doktor Helsinger dalej tłukł głową w podłogę, jakby chciał ją rozbić, by zmniejszyć rosnące w środku ciśnienie. Doznane urazy pogorszyły jego stan, ponieważ doszło do wewnętrznego krwotoku do mózgu. Pod koniec ciśnienie śródczaszkowe było tak wielkie, że wysadziło mu oczy z oczodołów. Tak jak to widzimy czasem u bohaterów komiksów. Albo u zwierzaka rozjechanego na drodze. Roman wziął głęboki oddech. Tak wyglądała agonia zakończył cicho. Ponownie zapadło długie milczenie. Wszyscy patrzyli na prezydenta. Wszyscy oczekiwali mieli nadzieję że podejmie jakąś decyzję. On jednak obrócił się na krześle do okna i wyjrzał na zewnątrz. Czyż nie chcieliśmy tego wszyscy, pomyślał Profitt. Które dziecko w tym kraju nie marzyło o tym, że poleci rakietą w kosmos? Profitt i Roman wymienili zatroskane spojrzenia. To właśnie jest najbardziej ryzykowne, panie prezydencie odparł Profitt. Samo sprowadzenie ich na Ziemię. Kapsuła CRV to nie prom, który można skierować na konkretne lądowisko. Będą wracali do domu w pojeździe, który daje się w znacznie mniejszym stopniu kontrolować… to w zasadzie zaopatrzona w spadochrony gondola. Co będzie, jeśli coś pójdzie nie tak? Jeśli CRV rozbije się o ziemię? Ten organizm przedostanie się do atmosfery. Wiatr może go przenieść wszędzie! Będzie wtedy miał tyle ludzkiego DNA w swoim genomie, że nie zdołamy go pokonać. Będzie do nas zbyt podobny. Każdy lek, którego przeciwko niemu użyjemy, zabije również ludzi. ? Profitt przerwał, chcąc, żeby jego słowa zapadły im w pamięć. Nie możemy pozwolić, żeby na naszą decyzję wpłynęły emocje. Stawka jest na to zbyt wysoko.
Posted in Bez kategorii | No Comments »
wrzesień 23rd, 2008
Kobieta powoli dźwignęła się na nogi. Na jej twarzy zobaczył przerażenie. Spojrzała na swoje rękawice, rękawy, a potem na złącze, w którym tkwił pompujący powietrze wąż. Krew chlapnęła na szybę. Roman cofnął się odruchowo, kiedy jasne krople poleciały w jego stronę. Helsinger walił teraz głową w podłogę, jego kręgosłup rozluźniał się i nadmiernie prostował. Opistotonus. Roman oglądał coś takiego tylko raz w życiu, u ofiary zatrucia strychniną: ciało wyginało się do tyłu niczym napięty łuk. Helsinger szarpnął się ponownie i uderzył potylicą w beton. Krew zachlapała hełmy pielęgniarek. Pielęgniarki wycofały się niechętnie. Po chwili to samo zrobił lekarz. W bezruchu obserwowali rozgrywającą się przed nimi scenę. Targany nowymi konwulsjami Helsinger wyprężył głowę do tyłu. Skóra na czaszce pękła niczym rozrywający się wzdłuż szwu materiał. Kałuża krwi rozlała się w jezioro. Oczy Helsingera wychodziły z orbit jak wyskakujące z łożysk marmurowe kulki. Traumatic proptosis, pomyślał Roman. Ogromne ciśnienie śródczaszkowe wypychało na zewnątrz gałki oczne, powieki otworzyły się szeroko. Konwulsje ani na chwilę nie ustępowały, głowa tłukła o podłogę. Drzazgi kości poleciały w górę i uderzyły o szybę. Helsinger najwyraźniej próbował rozwalić sobie czaszkę i uwolnić to, co było uwięzione w środku. Kolejny trzask. Kolejne bryzgi krwi i kości. Powinien już dawno nie żyć. Dlaczego wciąż miał konwulsje? Ale nawet zdekapitowane kurczaki skaczą po podwórku i śmiertelne zapasy Helsingera również nie dobiegły jeszcze końca. Jego głowa uniosła się z podłogi, a kręgosłup wygiął do przodu niczym napięta do granic możliwości sprężyna. Kark szarpnął się do tyłu, rozległ się głośny trzask i czaszka pękła jak wielkie jajo. W powietrze pofrunęły kawałki kości. W okno pacnęła gruda mózgu. Roman otworzył usta i zatoczył się do tyłu, czując, że zbiera mu się na mdłości. Opuścił głowę, próbując się opanować i walcząc z ogarniającą go falą mroku. Spocony i roztrzęsiony zdołał w końcu podnieść głowę i ponownie spojrzał przez okno. Nathan Helsinger nareszcie znieruchomiał. To, co zostało z jego głowy, leżało w jeziorze krwi. Było jej tyle, że przez moment Roman nie był w stanie skupić wzroku na niczym innym poza szeroką szkarłatną kałużą. A potem popatrzył na twarz zmarłego. Na niebieskozieloną masę, która dygocząc, przywarła do jego czoła. Doradca naukowy Rady Bezpieczeństwa Białego Domu, Jared Profitt, nacisnął przycisk STOP w kasetowym magnetofonie i spojrzał na siedzących przy stole mężczyzn i kobiety. Na wszystkich twarzach malowało się przerażenie. To, co się przytrafiło Nikołajowi Rudence ? oznajmił ? to coś więcej niż wypadek przy dekompresji. Dlatego właśnie podjęliśmy działania, które podjęliśmy. I dlatego nalegam, żebyśmy byli konsekwentni. Stawka jest zbyt wysoka. Dopóki nie dowiemy się czegoś więcej o tym organizmie: jak się reprodukuje i jak można się nim zakazić ? nie wolno nam pozwolić astronautom wrócić na Ziemię. Odpowiedzią było głuche milczenie. Nawet administrator NASA, Leroy Cornell, który przed chwilą jeszcze protestował gniewnie przeciwko szturmowi na swoją agencję, nabrał wody w usta. Pierwszy odezwał się prezydent.
Posted in Bez kategorii | No Comments »
wrzesień 23rd, 2008
Petrovitch pokiwał głową i poklepał teczkę. Jego uśmiechnięta twarz przypominała trupią czaszkę. Petrovitch zaniósł laptop do jadalni, postawił go na stole i otworzył. Kiedy wszyscy stanęli dookoła, włączył komputer i wsunął do niego dyskietkę. Na ekranie ukazały się dane, kolejne linijki liter, które sunęły z oszałamiającą prędkością w górę. Litery nie tworzyły tekstu: nie układały się w słowa, lecz w kod. W zmieniającej się sekwencji ukazywały się stale te same cztery litery: A, T, G i C. Symbolizowały adeninę, tyminę, guaninę i cytozynę. Klocki, z których zbudowane jest DNA. Łańcuch liter był genomem, chemicznym planem żywego organizmu. Petrovitch pokiwał głową. W ciągu ostatnich lat naukowcy na całym świecie zgromadzili bibliotekę, w której znajdują się sekwencje genów różnych gatunków, od wirusów po słonia. Zbieranie tych danych jest jednak żmudne i powolne. Całe dziesięciolecia trwa analiza tylko ludzkiego genomu. W związku z czym, jak się zapewne domyślacie, istnieje wiele gatunków, których sekwencje nie zostały ustalone. Dużych obszarów genomu tej chimery nie sposób zidentyfikować; nie ma ich nigdzie w naszej bibliotece. Przedstawię wam to, co udało nam się zidentyfikować do tej pory oznajmił, po czym kliknął ikonę podpisaną ?pasujące gatunki?. Na ekranie ukazały się trzy hasła: Mus musculus (mysz domowa) Rana pipiens . W pokoju zapadła cisza. Postukał na klawiaturze i na ekranie pojawiła się lista: Celem tego organizmu jest pożarcie swego ?gospodarza?, pomyślał Jack. Używa tych enzymów, żeby strawić nas od środka, zredukować nasze mięśnie, organy i tkankę łączną do cuchnącej brei. Liz Gianni energicznie pokręciła głową. Agresywna i pełna werwy, narzucała swoje zdanie na każdym zebraniu. Liz nie była już taka pewna siebie.. Nie chciała przyznać, że to możliwe, lecz w jej oczach pojawił się niepokój. Najprawdopodobniej się dowie, pomyślał Jack. Podobnie jak inni obecni w pokoju mężczyźni, trochę bał się Liz Gianni. Doktor Isaac Roman biegł korytarzem, bojąc się tego, co za chwilę zobaczy. Wyłączył brzęczący przy pasku pager, po czym otworzył drzwi prowadzące do zespołu izolatek poziomu czwartego i nie wchodząc do sali pacjenta, stanął w bezpiecznym miejscu na zewnątrz, żeby obejrzeć rozgrywający się za szybą horror. Krew zachlapała ściany i zbierała się na podłodze tam, gdzie leżał wstrząsany drgawkami Nathan Helsinger. Dwie pielęgniarki i lekarz w kosmicznych kombinezonach próbowali powstrzymać go przed zrobieniem sobie krzywdy, ale skurcze były tak gwałtowne i silne, że nie mogli go unieruchomić. Kopnięta przez Helsingera pielęgniarka wyłożyła się jak długa na śliskiej od krwi betonowej podłodze. Roman wcisnął guzik interkomu.
Posted in Bez kategorii | No Comments »
wrzesień 23rd, 2008
Serce Jacka skoczyło w piersi, kiedy usłyszał głos Emmy. Nagła dekompresja spowodowała, że w miękkich tkankach Rosjanina powstały pęcherzyki powietrza. Stan ten sam w sobie nie był groźny, lecz bardzo bolesny. Jacka niepokoiła możliwość powstania pęcherzyków w systemie nerwowym. Czy to dlatego Nikołaj był zdezorientowany? Zaskoczony Jack spojrzał na dyrektora lotu, Woody?ego Ellisa. Ten, tak samo zaskoczony, odwrócił się i zobaczył przed sobą dyrektora Centrum Kosmicznego Johnsona, Kena Blankenshipa, który wkroczył do sali w towarzystwie ciemnowłosego mężczyzny w garniturze oraz sześciu oficerów sił powietrznych. Ciemnowłosy mężczyzna dał krok do przodu. Ellis dał znak CAPCOM-owi. Zanim CAPCOM zdołał powiedzieć słowo, zerwano mu z głowy słuchawki i ściągnięto z krzesła. Jego miejsce przy konsoli zajął oficer sił powietrznych. Na oczach osłupiałych kontrolerów lotu pozostali oficerowie rozbiegli się po sali. Żaden nie wyciągnął broni, ale nie ulegało kwestii, że nie zawahają się jej użyć. Jack zerwał się na nogi, gotów ściągnąć słuchawki z głowy nowego CAPCOMa. Jared Profitt zastąpił mu drogę. Profitt nie odpowiedział. Rozwścieczony Jack rzucił się na niego, lecz dwaj oficerowie złapali go pod ramiona i odciągnęli na bok. Jack spojrzał na spiętą twarz Blankenshipa, a potem na oficerów sił powietrznych, gotowych do zajęcia miejsc przy konsolach. Po chwili zobaczył kolejną znajomą twarz: Leroya Cornella, który wszedł blady i wstrząśnięty na salę. Widząc go, Jack zdał sobie sprawę, że decyzja została podjęta na samej górze i nie zostanie cofnięta, bez względu na to, jakich argumentów użyją Blankenship, Woody Ellis albo on sam. NASA nie miała już nic do powiedzenia. Zebrali się w domu Jacka przy zasuniętych storach. Nie ośmielili spotkać się w Centrum Johnsona, gdzie z całą pewnością by to zauważono. Wszyscy byli tak zaskoczeni nagłym przejęciem przez wojsko prowadzonej przez NASA operacji, że nie wiedzieli, co robić dalej. To był jedyny kryzys, o którym nie pisano w podręcznikach i na wypadek którego nie przewidziano planów awaryjnych. Jack zaprosił tylko kilka osób, wszystkich z kontroli lotu NASA: Todda Cutlera, Gordona Obiego, dyrektorów lotu, Woody?ego Ellisa oraz Randy?ego Carpentera, a także Liz Gianni z działu frachtów. Kiedy zadzwonił dzwonek, wszyscy zastygli w bezruchu. Do środka wszedł, trzymając w ręku teczkę z laptopem, doktor Eli Petrovitch z działu nauk przyrodniczych NASA. Był chudym, kruchym mężczyzną, który od dwóch lat walczył z chłoniakiem i najwyraźniej przegrywał tę walkę. Z głowy wypadła mu większość włosów ? zostało tylko kilka rzadkich białych kosmyków. Napięta na wystających kościach policzkowych skóra wyglądała jak pożółkły pergamin, lecz w oczach płonęło podniecenie, którego paliwem była niewygasła ciekawość naukowca.
Posted in Bez kategorii | No Comments »
wrzesień 23rd, 2008
Zbliżyła się do mniejszego kombinezonu z napisem ?Rudenko? i wzięła do ręki hełm. Na popękanej szybce widniała mokra plama. Wyjęła z jednej z kieszonek wacik i wytarła ją. Ciecz na waciku była niebieskozielona, gęsta i galaretowata. Poczuła, jak zimne ciarki przechodzą jej po krzyżu. Był tu Kenichi, przypomniała sobie nagle. Tej nocy, kiedy zmarł, znaleźliśmy go w tej śluzie. W jakiś sposób ją zakaził. Spanikowana zaczęła się cofać, zderzając się w przejściu z Griggsem. Oboje wycofali się ze śluzy do węzła, wspólnie zatrzasnęli właz, uszczelnili go i wymienili nerwowe spojrzenia. Emma omiotła wzrokiem węzeł, szukając unoszących się w powietrzu kropel. Na pierwszy rzut oka nic nie było widać. A potem coś zabłysło, zatańczyło na samym skraju jej pola widzenia. Obróciła się w tamtą stronę. I nic nie zobaczyła. Jack siedział przy konsoli lekarza w sali kontroli lotu stacji, wpatrując się w zegar na głównym ekranie. Z każdą mijającą minutą targał nim coraz większy niepokój. W głosach, które słyszał w słuchawkach, brzmiało zdenerwowanie, wymiana zdań była szybka i urywana. Między poszczególnymi kontrolerami i dyrektorem lotu ISS, Woodym Ellisem, śmigały w tę i z powrotem kolejne raporty sytuacyjne. Podobna do sali kontroli lotu wahadłowca i mieszcząca się w tym samym budynku sala kontroli stacji było niniejszą i bardziej wyspecjalizowaną wersją tej pierwszej, obsadzoną przez kontrolerów zajmujących się wyłącznie ISS. Przez ostatnie trzydzieści sześć godzin, które upłynęły od zderzenia Discovery ze stacją, bez przerwy rosło tu napięcie, a co jakiś czas wybuchała regularna panika. Przy tylu dyżurujących na sali osobach i po tylu godzinach bezustannego stresu, całe powietrze przesiąkło wonią kryzysu: zapachem nieświeżej kawy zmieszanym z odorem potu. W wyniku dekompresji Nikołaj Rudenko doznał poważnych urazów i nie ulegało kwestii, że trzeba go ewakuować. Ponieważ była tylko jedna kapsuła ratunkowa, do domu wracała cała załoga. To miała być w pełni kontrolowana ewakuacja. Żadnej prowizorki, żadnych błędów. Żadnej paniki. NASA wielokrotnie przeprowadzała symulowaną ewakuację, nigdy jednak nie doszło do niej naprawdę z pięcioma żywymi ludźmi na pokładzie. Z kimś, kogo kocham, pomyślał Jack. Pocił się i robiło mu się prawie niedobrze ze strachu. Bez przerwy zerkał na zegar, a potem na swój własny zegarek. Czekali, aż krążąca po orbicie ISS znajdzie się w punkcie, w którym mogło dojść do oddzielenia kapsuły. Chodziło o to, żeby sprowadzić statek ratowniczy w miejsce, gdzie jego pasażerami będzie mógł się natychmiast zająć personel medyczny. Pomocy będzie potrzebować cała załoga. Po spędzonych w kosmosie kilku tygodniach będą słabi jak kociaki, ich mięśnie będą niezdolne do utrzymania ciężaru ciała. Zbliżał się czas odłączenia kapsuły. Dwadzieścia pięć minut zajmie im oddalenie się od ISS i przejście na system naprowadzania GPS, piętnaście dotarcie do punktu zejścia z orbity. Godzinę będzie trwało lądowanie. Za niespełna dwie godziny Emma znajdzie się z powrotem na ziemi. Żywa lub martwa. Ta myśl przemknęła mu przez głowę, zanim zdążył ją stłumić. Zanim zdążył oddalić od siebie straszliwy obraz leżącego na stole, wypatroszonego ciała Jill Hewitt. Zaciskając dłonie w pięści, skoncentrował uwagę na odczytach biotelemetrycznych Nikołaja Rudenki. Jego puls był szybki, lecz regularny; ciśnienie krwi stabilne. Szybciej, szybciej. Sprowadźmy go na Ziemię.
Posted in Bez kategorii | No Comments »